Epoka deep fake

Wraz z rozwojem nowych technologii rozpoczęła się era łatwego dostępu do informacji. Każdego dnia miliardy informacji przewija się przez ekrany telefonów, komputerów, telewizorów. W całym tym natłoku treści coraz trudniej jest się nam połapać w tym, co jest prawdą, a co nie. Wszystko dlatego, że w obiegu poza ważnymi i sprawdzonymi artykułami pojawiają się te, które mają na celu szerzenie dezinformacji, celowe wprowadzanie w błąd oraz podniecanie negatywnych emocji. Czy doszliśmy do etapu, w którym fake newsy i postprawda stały się normą, a fact checking przestaje być powszechnie używanym narzędziem? Czy fake newsy mogą zaszkodzić naszym biznesom? O tym wszystkim przeczytasz poniżej.

Fake news i dezinformacja

Szukając definicji dezinformacji możemy natknąć się na tą – jest to proces polegający na „celowym, błędnym informowaniu”. Inna mówi, że jest to „nieprawdziwa, myląca informacja, ale także sytuacja, w której brak jest rzetelnych informacji”. Dezinformacja jest ściśle połączona z komunikacją, a jak wiadomo, ta składa się z wielu elementów. Jej składowe to: uczestnicy, przekaz, kanały komunikacji, a także sprzężenie zwrotne. Najważniejszym dla nas elementem jest przekaz, bowiem od nadawcy będzie zależało, czy komunikat werbalny bądź niewerbalny ma w pływ na to, czy będzie on zgodny z prawdą, bądź też nieprawdziwy.

Motywów przekazywania błędnych informacji jest wiele, podobnie jak sposobów komunikacji. Możemy tutaj wyróżnić między innymi manipulację językową, post-prawdę czy popularne w ostatnich latach tzw. fake newsy. Dezinformacja jest wykorzystywana zarówno w celach marketingowych, jak i politycznych.

Czym zaś jest fake news? Według twórców projektu „Open Mind” to fałszywa informacja pojawiająca się w internecie, na ogół w mediach społecznościowych. Jest ona tak skonstruowana, aby zachęcić nas do interakcji – kliknięć, polubień, dzielenia się nią dalej. Głównym zadaniem takich treści jest manipulacja nie tylko informacją, ale także naszym zachowaniem poprzez kształtowanie rzeczywistości.

Technologia i nieprawdziwe informacje

Wykorzystanie nowoczesnych technologii do propagowania nieprawdziwych informacji stało się normą. Zjawiska takie były wielokrotnie badane przez naukowców, specjalistów od mediów, dziennikarzy.

Badacze z Uniwersytetu w Indianie przyjrzeli się 14 milionom wiadomości udostępnionych na Twitterze między majem 2016 a majem 2017 roku. Odkryli, że zaledwie sześć procent kont kwalifikowanych jako boty, odpowiada za szerzenie 31 proc. „niskiej wiarygodności informacji” w mediach społecznościowych. Botom udaje się tego dokonać w czasie między 2 a 10 sekundami, głównie dzięki zautomatyzowanej amplifikacji.

J. Ouellette przypomina badania naukowców z Instytutu Technologicznego w Massachusetts, przytaczanych na łamach artykułu z marca 2018 roku. Badacze przeanalizowali wtedy 126 tys. różnych wątków, o których około 3 miliony kont pisały łącznie 4,5 miliona razy (w latach 2007-2017). Odkryli oni, że fałszywa informacja dociera do 1500 osób w ciągu około 10 godzin. Prawdziwa treść potrzebuje na to około 60 godzin.

Technologia jest bardzo pomocna w szerzeniu nieprawdy. Wykorzystanie metody deep lerning pozwala twórcom fałszywych treści spreparować praktycznie każdy materiał fotograficzny lub filmowy.

Problemem jest też niska świadomość odbiorców, którzy często wierzą we wszystko, co pojawia się w internecie. Ile razy słyszeliśmy: „Przecież było to w telewizji, w internecie, więc musi być to prawda”. Nic bardziej mylnego. Z drugiej strony warto przypomnieć sobie bardzo stary przykład, a mianowicie publikację słuchowiska „Wojna Światów” na podstawie prozy Wellsa. Wtedy to audycja radiowa sprawiła, że wiele osób wpadło w panikę, odnosiło się do sytuacji, która rzekomo miała miejsce itd. Teraz niestety jest podobnie, brak weryfikacji i bezgraniczna wiara w prawdziwość odbieranych z mediów informacji doprowadza do sytuacji, kiedy nieprawda rozprzestrzenia się wirusowo.

Social media i nieprawdziwe treści

Niestety, to właśnie social media są odpowiedzialne na tak szybkie rozprzestrzenianie się głupich, nieprawdziwych treści. Przyzwyczailiśmy się do szybkiej konsumpcji i szybkiej komunikacji. Zasięgi organiczne tego typu wiadomości potrafią być ogromne. Setki milionów osób dzielą się nieprawdziwymi zdjęciami, informacjami, filmami. Pojawiły się nawet sugestie, że to nie media są winne rozprzestrzenianiu i powstawaniu fake newsów, ale odbiorcy i konsumenci treści w internecie, bowiem to oni tak chętnie je przyswajają.

Zachodzą obawy, że najbardziej na przekazy tego typu narażona jest młodzież, która każdego dnia poświęca na interakcje w sieci do 9 godzin. Dla wielu z nich internet to naturalna platforma kontaktu z innymi osobami, a także codzienna dawka wiedzy i miejsce wyrażania swojej opinii.

Skąd czerpać prawdziwe informacje?

Niestety, to właśnie social media są odpowiedzialne na tak szybkie rozprzestrzenianie się głupich, nieprawdziwych treści. Przyzwyczailiśmy się do szybkiej konsumpcji i szybkiej komunikacji. Zasięgi organiczne tego typu wiadomości potrafią być ogromne. Setki milionów osób dzielą się nieprawdziwymi zdjęciami, informacjami, filmami. Pojawiły się nawet sugestie, że to nie media są winne rozprzestrzenianiu i powstawaniu fake newsów. Dlatego też Ci najwięksi z nich zaczęli przeciwdziałać dezinformacji.

Facebook zaczął blokować konta rozpowszechniające wpisy zawierające nieprawdę – ogranicza ich zasięgi lub całkowicie usuwa posty. The Wall Street Journal przygotował między innymi aplikację do przeglądarki Chrome, która pozwala filtrować treści na podstawie ustalonych wcześniej algorytmów. To nie koniec, właśnie największe firmy i korporacje związane z przetwarzaniem i publikowaniem wiadomości coraz częściej łączą siły, by wspólnie przeciwdziałać fake newsom.

Jak bronić się przed dezinformacją?

Przede wszystkim fact-checking! Czyli weryfikacja podejrzane dla nas informacji. Istnieją organizacje, które mają na celu weryfikację treści. Jest nim na przykład „Stowarzyszenie Demagog”. Jednak podstawa, to obserwacja i przyswajanie treści pochodzących z wiarygodnych źródeł. Wielkie agencje prasowe, korporacje zajmujące się dostarczaniem wysokiej jakości treści nie pozwolą sobie na tego typu działania. Dlatego weryfikujmy, kto jest nadawcą komunikatu. Jednocześnie trzeba zwracać uwagę na adres strony www lub stopkę nadawcy. Często twórcy fake newsów chcą podszyć się pod zaufane źródło informacji. Warto też zwrócić uwagę, czy treści to nie tak zwany Clickbite. W tym przypadku nagłówek wiadomości pomija najważniejsze informacje, tylko po to, by kliknąć w link. Okazuje się często, że dalsza część komunikatu ma się nijak do nagłówka, ale dla autora najważniejsze jest przecież kliknięcie, a to już zrobiliśmy.

Najprostsze sposoby na weryfikację podejrzanych newsów to wpisanie ich nagłówka w Google. Wyszukiwarka bardzo szybko pozwala nam zweryfikować źródło i przekaz. Jeśli mamy podejrzenia co do zdjęcia i jego wiarygodności skorzystajmy z FotoForensics.com, narzędzie pokazuje, które elementy fotografii mogły zostać zmanipulowane. YouTube Data Viewer pozwala sprawdzić prawdziwość filmu, a program email-checker.net umożliwi weryfikację prawdziwości adresu poczty e-mail.

Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Bibliotecznych IFLA pokusiła się nawet o przygotowanie infografiki, która ma pomóc nam w odnalezieniu fake newsów.

 

Fake newsy i biznes

Niestety nieprawdziwe treści godzą także w przedsiębiorców, którzy często nie zdają sobie sprawy z tego, że ich nazwy, znaki towarowe, a nawet e-maile wykorzystywane są do dezinformacji lub szargania dobrego imienia. Dlatego warto korzystać z narzędzi do monitorowania internetu. W ten sposób przez 24 godziny możemy weryfikować, jakie wzmianki na temat biznesu pojawiły się w internecie, czy wszystkie były prawdziwe, czy każda z nich była od nas itd. Dodatkowo warto prowadzić własne dobre działania PR, które budują renomę naszej firmy i które w przypadku kryzysu pozwolą nam łatwo się z niego wybronić.

Żyjemy w ciekawszych czasach

Niestety z jednej strony rozwój mediów był dla nas zbawienny, z drugiej doprowadza do dezinformacji i manipulacji. Tylko dzięki zdrowemu rozsądkowi i dostępnym narzędziom jesteśmy w stanie odsiać niskiej jakości treści od tych naprawdę dobrych. Dodatkowo coraz więcej rzetelnych mediów udostępnia płatny content, by pokazać, że warto płacić za rzetelne i sprawdzone informacje.

Wypróbuj za darmo

Nie wymagamy karty płatniczej Free forever
Wypróbuj za darmo